Gru 072011
 
img_066

Korzystając z dnia wolnego od uczelni postanowiłem wybrać się do Jeżowa Sudeckiego. Chmurki pokazywały kierunek południowo-zachodni więc nastawiłem się na loty na tak zwanym cypelku. Mimo wszystko pojechałem na główne południowe zbocze standardowo sprawdzić, czy da się na nim polatać z taką odchyłką. Wysiadłem z auta i tu zdziwienie, wieje z południa! Idealne! Równiutko i prosto pod zbocze. Czyli chmurki kłamały. Na taki dzień czekałem od dawna.

Szybko poskładałem model, w środku około pół kilo balastu i w górę. No i się zaczęło. Na obu zakrętach odbijało świetnie, model doskonale się napędzał i cały czas świszczał. Czasem dało się wylecieć całkiem wysoko mimo, że termiki zero i można było zapalić ładnego nura. Po około 40 minutach wylądowałem i dopiero wtedy poczułem, jak bardzo jest mi zimno. Temperatura około 0 stopni i zimny wiaterek robią swoje. Po chwili przerwy Tanga znów była w powietrzu. Z nieba spadały białe płatki, które dodawały uroku grudniowym chwilom spędzonym w powietrzu. Niestety przez matkę naturę zostałem zmuszony do lądowania, gdyż około 16 godziny zaczęło się już solidnie ściemniać. Spakowałem model do auta.

Po takim dniu spokojnie mogę zacytować słowa osiołka: „Ja chcę jeszcze raz!”, bohatera jednej z bajek. Niestety, ale chyba dopiero w przyszłym roku. W drodze powrotnej z wielkim rogalem na twarzy włączyłem ogrzewanie na full, odpaliłem wycieraczki, ponieważ zaczęło mocno padać… Tak więc warunki wykorzystane co do minuty. Nie mam zdjęć, gdyż aparat został w domu a poza tym na zboczu byłem zupełnie sam. Tylko ja i moja Tanga.

Rafał.

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest niemożliwe.