Na ostatni dzień lipca zapowiadano wiatr z kierunków zachodnich. Na początku padło na zachód, więc pojechałem do Jeżowa Sudeckiego. Chwilkę później dołączył Gerard.
Dziś jednak długo tam nie polataliśmy. Zaliczamy po locie i przychodzi deszcz. Po krótkim deszczu owszem wieje nadal, około 5-6m, ale latać się nie da. Dziś zbocze w ogóle nie nosi… ale za to jak turbi. Wściekły wracam do domu i za 2 godziny jadę z Bogdanem do Sosnówki. Tam do wyboru mamy 2 zbocza obok siebie. Dziś zachód, no więc zachód 😉 Na miejscu pięknie skoszona trawa i wiatr prawie idealny, minimalnie odkręcał do lewej.
Mięciutkie lądowanie
Balasty na pokład i jazda. Bogdan lata zieloną Tangą. Idzie mu świetnie mimo sporej turbulencji. Moje Dingo również tnie jak żyleta. Odbija zakręty jeden za drugim. A bimbanie – poezja. Lądowanie bajeczne, na świeżo skoszonej trawce ląduje się jak w puchu. Wylatawszy na zmianę godzinę zwijamy się, bo na horyzoncie już leje. 5 minut później jesteśmy przy samochodach, a gdy wsiadam za kółko zaczyna padać deszcz – co do sekundy 🙂
Rafał.
[galleryview id=186]
3 komentarze do “Sosnówkowo – zawodowo”
Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest niemożliwe.
Rafał to takie numery robi spaliną na pełnym gwizdku latając 0,5m od nadajnika więc szybowcem bez problemu zrobi to samo . Trzeba latać z nami nie tylko F3F jest wiele innych kategorii ,które poprawiają refleks i wyczucie odległości o czym się przekonałem na własnej skórze . Tyle że każdy myśli że to zabawa i marnowanie czasu . A jak widać na załączonych obrazkach odnosi do wymierny i pożądany skutek w postaci rozwijania umiejętności pilotażowych …
Tylko czemu tak krótką relacje pisał tak długo 😉
A poza tym Rafał to magik 😉
Rafał latał normalnie na centymetry od gleby i od drzew, i między drzewami. Jak patrzyłem na to, co on wyprawia, to normalnie skóra mi cierpła…