Kwi 112015
 

Wczorajszy wieczór upłynął mi pod znakiem szybkiej przeróbki Ascota. Niestety opuściła mnie bateria i na szybko musiałem znaleźć rozwiązanie. Na szczęście Paweł miał ze sobą dużą, magiczną walizkę…

Przed świtem

Kiedyś słyszałem powiedzenie modelarskie o tym, na czym polega naprawa serwa. Otóż naprawa serwa polega na tym, żeby zobaczyć, jak ląduje w koszu. Myślę, że metoda ta ma jeszcze większe zastosowanie w stosunku do baterii. Tak więc moje dwuletnie Intelecty 2/3sc wylądowały tam, gdzie czeka je już tylko odzysk, nie mylić z wyzyskiem. W każdym razie w miejsce 4 NiMH pojawił się lipol od Vteca. W magicznej skrzynce Pawła znalazła się lutownica gazowa od Dremela i regulator napięcia. Konektory miałem w swoich własnych zasobach i po 2 godzinach walki ze zmęczeniem Ascot machał już lotkami na nowo. Jedyna niewiadoma to położenie środka ciężkości, ba jakoś nikt  nas nie pomyślał o zabraniu wagi, bo i po co… CoG ustawiłem więc na oko, jutro okaże się czy dobrze.

Przebudzenie

W sobotę rano dzień znów wita nas promieniami słońca. Wydaje się, że po niebie nieśmiało przemieszczają się chmury, ale nie widać tego na okolicznej roślinności – wszystko stoi w bezruchu. Pewnie wiatr zasuwa górą, znów nie polatamy – pomyślałem. Niemniej wypoczęty udaję się z Kamilem na śniadanie. Menu jakby to samo, co wczoraj: żółty ser, szynka, parówka, jajko, jest nawet babka na deser. Dobrze, że nie z wczoraj :). Wcinamy szybko i wychodzimy się pakować. Kiedy grzebiemy się przy aucie z okna wygląda Jurek i zastanawia się na głos, dokąd tak się śpieszymy. A my silni, zwarci, gotowi czekamy na resztę.

Plan dnia

O dziewiątej Filip rozpoczyna odprawę. O dziesiątej jedziemy no miasteczka Becov, gdzie będziemy czekać na wiatr, który ma pojawić się po 13. Wczoraj też miał być wiatr – pomyślałem, ale co tam, nadzieja umiera ostatnia i patrząc na wiszące niedaleko rękawy Rany poszedłem pokręcić się po lądowisku. O dziesiątej już bez wezwania wszyscy wsiadają do swoich aut i razem przemieszczamy się na dzisiejsze miejsce lotów. Kiedy docieramy na miejsce okazuje się, że miejsce jest ogólnie fajne, tylko te drzewa za lewą bazą i zarośnięte krzaczorami lądowisko, porośnięte różami zbocze. Nie wygląda to wesoło, ale po chwili widzę, jak po trawie zasuwają organizatorzy z sekatorem i błyskawicznie robią porządek na stoku i na lądowisku. Po godzinie góra nadaję się do lotów, choć wiatru nadal niet.

Niektórzy z zawodników nie potrafią bezczynnie czekać. Co chwila ktoś wrzuca model w powietrze i korzysta z termiki, której jeszcze nie jest za dużo. Co chwila któryś z pilotów schodzi po model „nieco niżej”, ale mistrzem został Pavel ze Słowacji, który wylądował prawie 400 metrów od nas. Ja też próbuję się z tym zmierzyć, jednak po wczorajszej przeróbce coś jest nie tak. Model nie chce lecieć i dwa razy dosłownie spada. Za drugim razem uszkodziłem natarcie. Nie będę dalej z tym walczył teraz, choć trochę w siebie zwątpiłem.

No to będzie jatka

Około godziny 13, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki pojawia się wiatr, który bardzo szybko przybiera na sile. Kiedy osiąga 3 metry Filip zwołuje odprawę, na której ostrzega nas przed znajdującymi się po lewej stronie zbocza drzewami i przewodami wysokiego napięcia, choć te ostatnie są znacznie oddalone. Drzewa natomiast chętnie przyjmą każdy spóźniony z manewrem model. Rozpoczynamy starty przy czwórce, a Kamil leci jako pierwszy z nas. Zbocze jeszcze nie pracuje, w dodatku powietrze jest chłodne i czas „powala” na kolana.


Autor po udamy locie. Tak niewiele czasu, a ile radości

Ale wiatr szybko rośnie, by osiągnąć  w końcu kolejki stale 9-10 metrów. W tym czasie lecą Paweł, Andrzej i Jurek, ale to też nie są super czasy. Ja lecę pod koniec pierwszej rundy i uzyskuję czas 52 sekundy. Nie jest najgorzej, ale mogło być lepiej. Okropnie przelatywałem bazy i miałem poprawkę na bazie. Chwile po mnie leci Kamil, ale warunki znów nie są najlepsze, i znów czas nie jest najlepszy, choć w stosunku do pierwszej rundy progres jest bardzo duży.  Andrzej i Jurek lecą znacząco lepiej lecąc niewiele ponad 40 sekund, a Pawłowi też pękła pięćdziesiątka. Warunki cały czas poprawiają się i modele latają coraz szybciej. Na zbocze zaczyna napływać termika. Najlepsze są pod koniec 2 rundy i na początku trzeciej. W te warunki trafiam najpierw ja, lecąc 39,32 sek. Kamil, który leci jako następny z nas notuje jeden z najlepszych czasów tych zawodów. Jego 34,38 sek. na wielu zrobiło duże wrażenie. Paweł też w tej rundzie zanotował swój najlepszy czas na tych zawodach 42,82.

Od tej pory warunki już słabną. Jurkowi jakoś lot nie wychodzi, jest rozkojarzony i popełnia błędy. Na koniec trzeciej rundy wiatr zmienia kierunek o 15 stopni i zbocze diametralnie zmienia swoje oblicze. Niestety nie zauważam tego i  lecę znacznie przeważonym modelem, co skutkuje najgorszym czasem w rundzie. Czas Kamila też nie zachwyca. W ostatniej rundzie w zasadzie tylko Paweł zrobił to co trzeba było zrobić, polecieć dobrze. Andrzej i Jurek notują 45-ki i też nie są zachwyceni. Ja mimo, że wyjąłem 250 gram nadal miałem przeważony model, co skutkowało oczywiście 50-tką. Na dzisiaj koniec. Składamy się i wracamy do hotelu.


Daniel ze swoim uszkodzonym modelem

W czasie kiedy wiatr był najsilniejszy i porywach przekraczał 10 m/s wielu pilotów miało kłopoty z opanowaniem swoich modeli. Niedoważone modele były targane jak gazeta. Z drugiej strony nawet odpowiednio doważone modele, ale warunki zaskakujące pilotów sprawiły, że trzy płatowce z wielkim impetem wyrżnęły w glebę. Niestety jest to nieodzowna część naszego sportu. Latamy nisko i szybko. Na pewno, jako organizator naszych zawodów dostałe lekcję o bezpieczeństwie, której nie da się zapomnieć. Między zawodnikami a strefą lotów 15m to jest minimalna strefa bezpieczeństwa przy takich warunkach.

Tabela wyników Raná Open 2015 – dzień 1

Wyniki zaskakują nas wszystkich i pozytywnie i nie. Na pewno wieczorem będziemy o tym rozmawiać, może jutro da się coś poprawić. Po powrocie do hotelu szybko zbieramy się z powrotem do Sklenika. Dziś wieczorem jest bankiet. Jak zwykle zabawa jest przednia. Kto nie był niech żałuje. Szansa no kolejny taki bankiet za rok.

Bogusław

[galleryview id=300]

Raná Open 2015 – dzień 1 Raná Open 2015 – dzień 3

Sorry, the comment form is closed at this time.