Mar 252012
 

Niedziela przywitała nas słońcem i wiatrem z północnego zachodu z prędkością 7-8 m/s. Zapakowałem więc moje modele i pojechałem po Rafała, który już czekał ze swoim Ascotem. Po przyjeździe w okolice zbocza zastaliśmy Bogdana trenującego lądowania i błąkanie się po łagodnej stronie zbocza zachodniego.

Decydujemy z Rafałem, że będziemy latać na zakręcie, bo kierunek i siła wiatru daje szansę na znacznie lepszy trening nie tylko latania, ale i lądowania na bardziej wymagającym lądowisku. Na pierwszy ogień idzie Rafał z Ascotem i po kilku zakrętach widać, że jest super. Potem niebo odwiedza mój Stinger i też nie ma co płakać: jest szybko i widowiskowo.

Po kilku minutach dołącza do nas Bogdan, Piotrek i Darek, którzy chcą zasmakować adrenaliny na zakręcie. Jest super, pierwszy lot Piotra z drobnymi przygodami przy lądowaniu, kolejny lot Bogdana – Tanga nie spada i lądowanie bez strat. Teraz lot Darka i profanacja latania na zboczu elektrykiem, chwilę potem kolega poprawia się i wykonuje lot Ascotem, tym razem też z małymi ryskami na końcówce.

Bogdan mimo obietnic, że lata do końca dnia, szybowca, lub akumulatora nagle robi się głodny i ucieka do domu. Kolejne dwa loty Ascota i Stingera kończą nasze zmagania. Na zakręcie pozostaje tylko Darek z elektrykiem. Już 18 wracamy do domu, modele całe, adrenalina krąży w żyłach 😉

Kamyczek

  Jeden komentarz do “Niedzielny dzień na zakręcie”

  1. I to się nazywa relacja. Krótko, zwięźle i na temat ;p

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest niemożliwe.