Mar 302012
 
dsc_4166

Dziś pierwszy dzień zawodów na Ranie pogoda wietrzna i deszczowa . Udało się rozegrać trzy kolejki lotów przy wietrze wiejącym z prędkością do 20 m/s . Czasy naszego zespołu od 40 do 50s najlepszy czas dnia w granicach 36s. Największy problem stanowi bezpieczne lądowanie z pełnym balastem. Na szczęście dziś bez strat w naszej ekipie. Jutro kolejny dzień i podobne warunki trzymajcie kciuki.

Kamyczek

Dzień wcześniej

Do wyjazdu wszyscy szykujemy się we czwartek. Kamil jedzie ze  swoja małżonką – Anią, a ja z Darkiem. Jest pochmurno. Na jeleniogórskich ulicach jest mokro. Kamil wyjechał rano więc kiedy z Darkiem pakujemy samochód Kamil jest już na miejscu. Ustawiamy nawigację i po 16 ruszamy w drogę. Po 3 godzinach jazdy znajomy głos Czesia oznajmia: „Donawigowaliśmy do celu!”. W hotelu czeka na nas Kamil i informuje o pokojach, które na nas czekają. Po rozpakowaniu się podłączamy ładowarki, szybki prysznic i do łóżek. „Tylko czemu kołdry są takie krótkie?” – myślę sobie…

Poranek

Wstajemy parę minut po 6 rano. Wieje, ale jest mokro. Szykujemy herbatę do termosów. O siódmej śniadanie. Spotykamy się tam z Andrzejem. Dojechał późno w nocy, kiedy już spaliśmy. Szybko wciągamy zimne parówki i co tam jeszcze było. Po śniadaniu bierzemy swoje graty z pokoju i idziemy do auta. Droga zajmie nam 10 minut.

Sklenik

Na parkingu po górą Mila spotykamy już innych pilotów. Wieje mocno choć parking jest zasłonięty przez górę. W Skleniku jest cała czeska ekipa. Witamy się i nie czekając na rozwój wypadków postanawiamy udać się na górę. Okutani w kurtki i nieprzepuszczalne dla wiatru spodnie, z plecakami na plecach i modelami w ręku rozpoczynamy pierwszą wspinaczkę na szczyt. Już w pierwszy dzień okazuje się, że nie będzie to dla mnie pojedyncze podejście.

Wspinaczka

Okazało się, że Darek zamkną auto i poszedł przodem. Po paru minutach doganiam go i muszę się wrócić do auta po walizkę. Kiedy znów zaczynam podchodzić chłopaki są już w połowie drogi albo i dalej. Góra ta potrafi wycisnąć z człowieka siódme poty…

Kiedy docieram do siodła po lewej stronie wiatr mocno uderza w moja twarz. Jest w miarę ciepły, ale jego siła mnie niepokoi. Jak będzie z lądowaniem? Czy nie rozbiję modelu w pierwszym locie? Wchodzę na szczyt. Wszyscy zaczynamy składać modele. Kamil, Darek i Andrzej montują Stingery, ja moją wysłużoną Tangę.

W między czasie pierwsze modele wzbijają się w powietrze. Z zaciekawieniem spoglądamy na przecinające niebo Stingery, Freestylery i Pike Radka Plcha. Najbardziej interesuje nas lądowanie. Techniki są bardzo różne. Jedni trawersują po zboczu, inni puszczają się w dół, aby wytracić energię lotu podchodząc do lądowiska od dołu. Austriacy pikują na klapach z dużej wysokości od zawietrznej, później ta technika okaże się ryzykowna.

Zawody

Na odprawie poinformowano nas o wszystkich szczegółach technicznych lotu. Szczególnie ostrzegano nas przed lądowaniem. Lądowanie odbywa się między bazami, więc kolejny zawodnik musi poczekać, aż jego poprzednik wyląduje. Bezpieczną ścieżkę podejścia demonstruje Vaclav Vojtisek. Rozpoczynamy zawody.

Koło idzie powoli. Co jakiś czas na górę przychodzi deszcz i przerywa loty. Pierwsza kolejka z tego też powodu zostaje anulowana.  Po dłuższej przerwie zaczynamy jeszcze raz. Tym razem kończymy rundę planowo. Wiatr cały czas wzmagał się, by w drugiej kolejce osiągnąć stabilne 18-20 m/s. W szkwałach wiatr przekraczał te wartości. Wszyscy byliśmy maksymalnie skoncentrowani. Po pierwszym udanym lądowaniu nabieram większej pewności siebie. Czas mam nierewelacyjny, ale jestem z siebie zadowolony. Kiedy Peter Kowalski wypuszcza swój model ten zaczyna wykonywać dziwne akrobacje, jest nerwowy i w ogóle nie chce lecieć. Jakiś cudem jednak udaje mu się wylądować bezpiecznie w strefie lądowania. Był to jedyny zawodnik, który zaliczył 0 w pierwszej rundzie.

Chłopakom idzie całkiem nieźle. W pierwszej kolejce wszyscy mieliśmy zbliżone czasy w granicach 50 sekund. W następnej jednak poczynili duże postępy, schodząc stopniowo poniżej 50-tki. Ja latam równo, staram się nie odstawać zbytnio od reszty, co nie zawsze wychodzi.

W przerwie między lotami wymieniamy się wrażeniami. Wzajemnie się wspieramy. Herbata, która przygotowaliśmy rano, okazuje się kluczowa do przetrwania na górze. Wiatr bardzo szybko nas wychładza, więc często raczymy się tym gorącym napojem. Około 15 na górze ni stąd i zowąd pojawia się facet z całym termosem gulaszu. Ma duże wzięcie. Kiedy mnie ktoś pyta, jaki jest ten gulasz, szczerze odpowiadam, że „ciepły!”.

Lądowania budziły we wszystkich pilotach najwięcej emocji. Modele waliły w ziemię, albo przewracały się na plecy. Trudno w to uwierzyć jak się nie widzi, ale jeden z modeli wykonał nawet „beczkę po ziemi”, a i tak nadawał się do lotu. Po jednym z lotów Lukas przy podejściu do lądowania źle ocenia siłę wiatru. Gdy z zawietrznej schodzi w dół na klapach wiatr znosi jego model na zawietrzną góry i niknie nam  widoku. Model się znalazł, ale jest uszkodzony.

Po biegu

Tego dnia rozegraliśmy trzy kolejki lotów. Jesteśmy z siebie zadowoleni. Nasze modele przetrwały. Jednak najlepsze czasy oscylowały między 36 a 39,9 sek. Te wyniki w porównaniu do naszych czasów pokazują nam, ile zaległości mamy do nadrobienia. W czołówce Austriacy, Czesi i Niemcy.

Gdy schodzimy z góry żywo dyskutujemy o tym jak było. O 20 idziemy na kolację więc mamy trochę czasu, aby przygotować modele na następny dzień i się odświeżyć. Prognoza mówi o 40km/h, ale po dzisiejszym dniu nikt z nas w to nie wierzy. Oj będzie jazda i to bez trzymanki…

Bogusław

  • dsc_4166
  • dsc_4174
  • dsc_4175
  • dsc_4176
  • dsc_4178
  • dsc_4182
  • dsc_4186
  • dsc_4189
  • dsc_4191
  • dsc_4192
  • dsc_4193
  • dsc_4203
  • dsc_4218
  • dsc_4223
  • dsc_4234
  • dsc_4237
  • dsc_4246
  • dsc_4249
  • dsc_4252
  • dsc_4254
  • dsc_4259
  • dsc_4265
  • dsc_4269
  • dsc_4278
  • dsc_4289
  • dsc_4295
  • dsc_4296
  • dsc_4301
  • dsc_4306
  • dsc_4308
  • dsc_4319
  • dsc_4321

Raná Open 2012 dzień 2

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest niemożliwe.