Puchar Karkonoszy F3F 2017
Lis 022013
 
dsc_4728

Praca, remont i brak internetu skutecznie uniemożliwiły podzielenie się ze światem wrażeniami, które opanowały ruski klif jakieś 2 tygodnie temu. Na wyjazd umawialiśmy się dzień wcześniej.

Ja pojechałem z Kamilem, a Karol z Bogdanem. Warto było jechać. Na miejscu wiaterek między 4-7m/s plus momentami duża odchyłka z południa. Da się latać, nawet całkiem fajnie, lecz niektóre modele odchyłek nie lubią. Gdy latam kątem oka widzę nadjeżdżającego Andrzeja. Latamy na zmianę po 8 minut. W pewnym momencie odchyłka jest na tyle duża, że klif przestaje pracować i modele nie latają.


Karol pierwszy raz na klifie, ale nieźle daje radę

Andrzej, Karol i Bogdan postanawiają przetransportować się na południowe zbocze w Żółkiewce, oddalone o kilka kilometrów. Kamil twardo lata, widzę jak się męczy. Chłopaki pojechali, pewnie już nawet latają. Kamil ląduje. Ja rozkładam model i namawiam Kamila do teleportacji na Żółkiewkę. Całe szczęście, że zdecydowaliśmy się poczekać jeszcze chwilę, bo coś tam zaczęło falować na jeziorku. Składam się ponownie i startuję. Wiatr się wzmaga, odchyłka znika i wieje niemal idealnie w zbocze (czuć to dosłownie, wtedy zalatuje z wysypiska 😉 ), no czasem się coś odchyliło, ale lekko. Model prawie na pusto, jedynie kilogram na pokładzie. Zaczyna się robić bardzo ciekawie i w pewnym momencie nie nadążamy z wkładaniem balastu. Wieje stałe 14 m/s. Poszarpana krawędź, turbulencja i śmiganie 1,5m od nosa to jest to. Po 10 minutach lotu masz dość. Ale my się nie poddajemy. Szaleństwa i radości nie ma końca. W głowie siedzi myśl, czy wyląduję w jednym kawałku?

Podczas gdy my po twarzy obrywamy piaskiem i kamieniami poderwanymi z klifu reszta ekipy siedzi gdzieś na górce w rzodkiewce. Podobno tam też jest „jazda”.

Bimbamy i latanie jest takie, że nie da się tego opisać. Nawet Donovaly i tamtejsze 16 metrów na sekundę się chowa. Za to lądowania nie należały do prostych. Za to były bardzo widowiskowe. Stalowe nerwy, szybkie palce i duża dawka szczęścia pozwalały pokonać potężny rotor tworzący się za krawędzią klifu.

Zegarki już przestawione na czas zimowy, co zrobić, trzeba wracać, bo już ciemno. Jednogłośnie z Kamilem stwierdzamy, że był to zdecydowanie najlepszy dzień w tym roku spędzony z aparaturą w rękach. Warto było zostać i poczekać na ten warun.

Wracając do Jeleniej Góry rozmawiamy o ustawieniach, wrażeniach odnośnie modeli i całokształcie dnia dzisiejszego. Klif w Rusku jest moim numerem jeden. Może nie tak słynny (jeszcze) ale dla nas najlepszy. Wszyscy czekamy na południowo zachodni wiatr, który oznacza tylko jedno – wycieczkę na porządne latanie!

Rafał

  • dsc_4717
  • dsc_4718
  • dsc_4719
  • dsc_4720
  • dsc_4723
  • dsc_4724
  • dsc_4725
  • dsc_4726
  • dsc_4727
  • dsc_4728
  • dsc_4729
  • dsc_4730
  • dsc_4731
  • dsc_4732
  • dsc_4733
  • dsc_4734
  • dsc_4735
  • dsc_4736
  • dsc_4737
  • dsc_4738
  • dsc_4739
  • dsc_4740
  • dsc_4741
  • dsc_4742
  • dsc_4744
  • dsc_4745

I jeszcze prezentuję kilka filmów z tego dnia w wykonaniu moim i Kamila. Respecty dają czadu!

Rafał:

Kamil:

 

  Jeden komentarz do “Klifowe szaleństwa”

  1. To był czad jakiego dawno nie było respect zapylał tak że myślałem że wybuchnie w powietrzu a to dopiero 14 i jeszcze 10 w zapasie ale przy 24 m/s to tam będzie można pokusić się o 3X.xx z bardzo małym X . Ale ta druga strona jest taka że pomyłka to wycieczka po smieci z reklamówką ocaleją może snapy i drobne elementy wyposażenia bo samolot zmieści się w małej reklamówce z tesco …

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest niemożliwe.