Puchar Karkonoszy F3F 2017
Lut 092014
 

W ostatnim czasie wiatr nas przekonał że należy latać w Żółkiewce zwanej przez co poniektórych Rzodkiewką. No skoro nas ten wiatr prosił, to daliśmy sie przekonać. A on odwdzięczył sie pełnym spektrum prędkości – w pierwszy dzień 17-25m/s, w drugi 3-15m/s, a w trzeci poniżej 3m/s.

Zbocze jest dość łatwe z wygodnym miejscem do lądowania i duża ilością miejsca na przedpolu, gdy coś nie wyjdzie, czyli idealne do rozegrania zawodów. Tak więc je oblataliśmy.

W pierwszą sobotę chciałem przekonać wszystkich, że na Żółkiewce będzie fajnie. Ale nie uwierzyli. Ja jak jechałem to też nie wierzyłem, ale jak wjeżdżałem na górkę w Strzegomiu to wiedziałem, że będzie ostro. Jak wszedłem na górkę i zmierzyłem wiatr, to pierwszy odczyt wskazywał na 18m/s – no i tak zostało. Po półtoragodzinnym lataniu w samotności przyjechał Staszek, z troszkę zbyt lekkimi Toxicami. Staszek polatał z godzinę, ja jeszcze z pół godziny i mieliśmy dość. Dzikie szaleństwo nas zmęczyło.


Staszek opiera się naporowi wiatru

A sierotki w Jeleniej latały przy wiaterku 3-6m/s i jeszcze odchylonym…

W kolejna sobotę umówiliśmy się na wspólne latanie z Andrzejem R. i Andrzejem K. Jadąc zahaczyłem o klif, ale tam w porywach było 3m/s i to mocno odchylone. Więc pojechałem na Żółkiewkę. Jak zwykle byłem pierwszy i profilaktycznie niepewnie wszedłem na górkę z wiatromierzem. Pokazał 4m/s – czyli da się latać. Zadzwoniłem do chłopaków i poszedłem po model.  Gdy wszedłem z modelem dokonałem pomiaru – 8m/s. No to wiedziałem, że będzie fajnie. I tak też było. Andrzej z Bielawy oczywiście był ostatni i za karę dostał coraz słabszy wiatr, aż do takiego, przy którym trzeba było lądować po angielsku na bezwietrzu. I dobrze mu tak 😉 Ja się wylatałem 😉


Andrzej gna 😉

W niedziele umówiłem się z Kamilem i Rafałem. „Klif” był zajęty przez jakiś krosowców, więc znów Żółkiewka. Przyjeżdżamy, a tam nic! Chłopaki się pokręcili po zboczu, pokręcili nosami i pojechali. Ja wyciągnąłem elektryka, pierwszy start na silniku, parę fikołków i nad zbocze….i kurcze lata. No to ląduje, wyrzucam elektryka bez silnika i…też lata. No to ląduje, składam Toxica i…latam 40min na niczym. Jak mi się znudziło to pojechałem do domu 😉

Toxic się wozi:

pozdrawiam

Jurek

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest niemożliwe.