Paź 222016
 

Mistrzostwa Świata na zboczu – to brzmi dumnie. Dla wielu może być to cel, lub istotny krok, motywujący do latania w okresie pomiędzy. Dla innych to tylko kolejne duże zawody. Mnie wizyta na Mistrzostwach skusiła do pewnych rozważań wybiegających w przyszlość.

Kto nie był na którymś ostrym Vikingrace, na Rugii w 2012 czy w Danii w 2016, ten nie zrozumie czym naprawdę są takie Mistrzostwa. Niestety Donovale w tych rozważaniach pomijam, bo to była w pewnym sensie loteria. Ale tylko ze względu na zdecydowanie za małą liczbę kolejek. Z drugiej strony, Ci co tam mieli szanse być z przodu, byli.

Mistrzostwa – brzmi dumnie, ale ki diabeł?

Mistrzostwa są to zawody niepodobne do żadnych innych. Nie można ich porównać do żadnych zawodów z cyklu WorldCup czy Eurotour (na których byłem) nie mówiąc już o jakichkolwiek krajowych zawodach. Sam się tym bardzo zdziwiłem i było to dla mnie olbrzymim zaskoczeniem. A czemu?

  • Bo po pierwsze są długie – 6 dni latania, plus często wcześniejszy precontest i treningi. To naprawdę jest męczące zarówno fizycznie jak i psychicznie. Silny wiar, często przenikliwe zimno, tylko trzy modele które muszą wystarczyć na 6 dni latania. A to powinno być 6 dni latania na maksa. Szybko, pewnie, z odpowiednio do warunków zabastowanym modelem. To powinny być zawody walki. Do tego dzień w dzień pobudka przed 7 rano, a do pokoju wraca się o 19-20. I tu oprócz umiejętności pilotażu, bardzo ważną role zaczyna odgrywać głowa i jej odporność na stres. Przecież normalnie latamy tylko jeden, dwa lub co najwyżej trzy dni – a właściwie dwa i pół. A tu bite 6 dni.
  • Bo po drugie – tu nie liczą się jakieś punkty czy że za nami jest były lub przyszły mistrz świata. Nie liczą się jakiekolwiek kalkulacje. Liczy się tylko zajęte miejsce – tylko tyle i aż tyle. W czasie zawodów istotne jest kto jest na pierwszym miejscu , dlaczego ja jeszcze jestem za nim i co muszę zrobić żeby być przed nim! Zarówno indywidualnie jak i drużynowo. Jeśli się tak nie myśli – to należny zadać jedno tradycyjne pytanie … „co ja robię tu…”
  • Bo po trzecie – jest strefa do lądowania. Jest to z czym na odzień rzadko się spotykamy. A jest to bardzo istotny element zawodów. Bo my na co dzień staramy się wylądować bezpiecznie, aby nie uszkodzić modelu. Lądujemy gdzieś tam. Co z tego wynika? A no to że lot nie kończy się po 10 bazie, ale dopiero gdy model się zatrzyma. Dla wielu wydaje się to banalne, ale zapewniam, że wielu z Was będzie ciężko utrzymać koncentrację do samego końca. I tak raz za razem przy każdym locie. Zdarza się, że w takiej strefie są silne i bardzo silne turbulencje, przeszkody terenowe, czy trzeba wykonać krótszy lub dłuższy spacerek, a model na jakiś czas może zostać stracony z oczu (Rugia). Do tego czasami trzeba nagle podjąć decyzje, czy lepiej ostrzej wylądować i liczyć się z uszkodzeniem modelu, czy wylecieć poza strefę i mieć zero za lot. Może za bardzo dobry lot. I tu też pojawia się duża rola głowy i tego co w niej siedzi.
  • Po czwarte – bo to są najważniejsze modelarskie zawody, które odbywają się raz na kilka lat! To nie są jakieś tam odległe zawody na które ktoś sobie pojechał polatać. Na Mistrzostwach uczestniczący zawodnicy reprezentują nasz Kraj ale i Nas wszystkich. To powinny być osoby rzeczywiście najlepsze z nas wszystkich, za których nie będziemy się wstydzić, że nie walczą bo się boją lub że się poddają bez walki. Bo to świadczy o Nas wszystkich, o polskich modelarzach. To my zgodziliśmy się na taka formę wyboru Reprezentacji. Czy będziemy dumni czy jednak się mocno zaczerwienimy ze wstydu, jeśli okaże się, że któryś z naszych Reprezentantów nie jest właściwie przygotowany? Mi by było wstyd.

Jak tu by się załapać…

I jak tu wybrać zawodnika do Kadry i Reprezentacji? Latanie na zboczu nie jest łatwą dyscypliną, warunki na różnych zawodach bywają losowe, a wielu zawodników specjalizuje się w jakimś wycinku naszego latania – np. lata dobrze tylko w górach lub tylko przy średnich warunkach wiatrowych,a a innych sytuacjach wyniki już nie są specjalne. A np. większość zawodów z cyklu WC lub ET odbywa sie w górach. A zawody krajowe w jeszcze zabawniejszych miejscach 😉

W krajach gdzie jest stabilna grupa modelarzy, sprawę tą rozwiązano cyferkowo i tabelkowo.  Ale tam czołowi piloci są na tyle stabilni jeśli chodzi o umiejętności jak i mentalnie, że z zasady taki wybór jest właściwy. W ustalaniu rankingów wielu federacji punkty do rankingu są brane z okresu dwóch lat lub dużej części dwóch sezonów. Choć jak dla mnie taki wybór może prowadzić do niezbyt „optymalnych” nominacji. I takie to cyferki spowodują, że Helge (czyli tegoroczny vice-mistrz) nie będzie latał w kolejnych MŚ, bo w tym roku był tylko na jednych zawodach. Kolejna nieoptymalna decyzja wynikająca z cyferek i tabelek – uważam, że reprezentacje Austrii i Hiszpanii mogły być znacznie wyżej, jeśli piloci dobrze latający w górach zrezygnowaliby na rzecz tych, co lepiej latają nad morzem. Z drugiej strony w USA i Australii jest mało pilotów chcących uczestniczyć w mistrzostwach, więc tam były 3 dniowe zawody kwalifikacyjne na podstawie których wybrano reprezentacje. Czyli tam wybór bazował na dziennej dyspozycji pilota, któremu zbocze na którym odbywały się kwalifikacje, odpowiadało. Nie najlepsze rozwiązanie, ale w ich przypadku chyba jedyne.

Więc cyferki czy może jakieś inne rozwiązanie? Szczególnie, że co by tu nie mówić, my (jako grupa) jesteśmy jeszcze z umiejętnościami i możliwościami daleko za najlepszymi. A przy naszej niestabilności wynikowej, cyferki co najwyżej pokażą jako taką średnią, zresztą niemiarodajną.

Czyli może trochę inaczej…

Zauważmy, że w innych dyscyplinach sportu, bardzo często trener ma decydujący głos w ostatecznym doborze reprezentacji. Czasami zdarza się podejmuje decyzje bardzo kontrowersyjne, które również często mogą prowadzić do bardzo dobrych wyników. Albo nie. Ale to decyzja trener. Potem można go za te decyzje obsmarować. Jednak dobry trener widzi coś więcej niż tylko cyferki. Przecież on często ocenia zaangażowanie zawodnika w treningi, wie co i jak dany zawodnik robi dobrze czy źle, wie gdzie  i kiedy taki zawodnik najlepiej się spisuje. Wie jakim zawodnik dysponuje sprzętem. Dobry trener też widzi to co nie pokazują cyferki – mentalność zawodnika.

Dobry trener nie działa w swoim imieniu – on powinien dążyć swoimi działaniami do tego, że będzie nas rozpierała duma.

I teraz jak tak sobie siedzę wieczorami,  zastanawiam się jednak czy jednak u nas, nie powinna być bardziej aktywna i doceniana rola trenera. Mam wrażenie, że co najmniej dwóch zawodników do kadry powinno być wybieranych z nadania trenera i chyba do reprezentacji powinno być analogicznie. Dla niektórych może być problemem, że trener jest na przykład zawodnikiem (tak jak teraz), ale jestem pewien, że dobry trener potrafi trafnie ocenić który z zawodników ma najlepsze w danym czasie predyspozycje i możliwości.

Oczywiście nie powinniśmy rezygnować z rankingów, bo wcale nie jest powiedziane, że w przyszłości nie będą one miarodajne. Wręcz jestem pewien, że w pewnym momencie trener będzie już mógł tylko skupić się na swoim lataniu. Jest pewne że same formuły chyba nie są idealne i możemy coś niecoś w nich zmienić, chociażby kwestię uwzględniania wyników Mistrzostw Polski w rankingu do kadry. Są to zawody jednoterminowe i może się zdarzyć, że któremuś zawodnikowi coś wypadnie – czy to obowiązki zawodowe czy pospolita choroba. Więc może jakaś forma alternatywy? Także wydaje się, że ranking do Reprezentacji powinien bezwzględnie obejmować również część zawodów z roku w którym są Mistrzostwa.

 A jeśli już nam uda się coś wyłonić, to w kolejce są modele…

Żeby nie było niespodzianek na Mistrzostwach, bezwzględnie przed ostatecznym wyłonieniem Reprezentacji kraju, wymagane powinno być zgrupowanie kadry czy to niezależne czy przy okazji zawodów. Im bliżej terminu Mistrzostw tym lepiej. I tu nie powinno być marudzenia, że termin lub formuła komuś nie pasuje. Albo zawodnik chce reprezentować Kraj, albo się rezygnuje, bo nie jest się w stanie ponieść nawet drobnych poświęceń. A co taki kadrowicz powinien pokazać trenerowi i kolegom? Według mnie:

  • co najmniej trzy konkurencyjne modele, którymi w czasie tego zgrupowania/zawodów wykona po kilka lotów (każdym modelem). Wyniki pomiędzy modelami nie powinny się różnić o ponad 5% lub modele powinny wykazywać „potencjał” – akurat to dobry trener jest w stanie wyłapać. Pokaże to jednoznacznie czy zawodnik i jego flota modeli jest przygotowana na najważniejsze zawody.
  • wyposażenie do modeli, a w szczególności balast umożliwiający zabastowanie modelu do co najmniej 95% wagi dopuszczanej regulaminem, dla każdego modelu. Jeśli zawodnik posiada trzy modele tego samego producenta lub balasty sa wymienne, to powinien zaprezentować posiadanie dwóch kompletów balastów. A czemu dwóch? Ano z banalnej przyczyny – model po rozbiciu może rozrzucić cały balast po okolicy i nie uda się go znaleźć (wide moje UFO w Danii – straciłem bezpowrotnie 7 balastów ze skrzydeł – na szczęście mosiężnych). A jest nie posiada się drugiego zestawu balastów, to pozostałe modele robią się mocno niekonkurencyjne. Przypominam że na Rugii i w Danii modele latały i musiały latać z maksymalnym balastem.
  • Mechaniczne przygotowanie modeli do zawodów – chociażby kwestia złączek do przewodów w skrzydłach – wszystko musi być idealne i jak najbardziej nieawaryjne.
  • Wyniki zgrupowania, a także praca na nim powinna być końcowym elementem decydującym o przydatności zawodnika do reprezentacji kraju.

Nieme cyferki z tabelek takich rzeczy nijak nie pokażą.  Nieprawdaż? A to są bardzo istotne elementy przydatności modelarza i jego „dobytku”.

Co by tu jeszcze dodać…

Przed Mistrzostwami bezwzględnie trzeba się udać wcześniej w miejsce gdzie będą rozgrywane zawody. W tym roku przez brak naszej mobilizacji do takiego wyjazdu, straciliśmy wiele miejsc w klasyfikacji.

Oczywiście są to moje luźne uwagi i przemyślenia. Ja pojawiłem się w efczyefie znienacka i tak samo mogę z niego zniknąć bo mnie np. znudzi. Ale uważam że pewne problemy i rzeczy można zmienić. A może i trzeba. I to na lepsze. Czy moje wymysły są dobre dla wszystkich – zapewne jakimś osobom będą nie odpowiadać. Ale dyskusja jest wskazana. Oczywiście i niestety moje pomysły nie były z nikim konsultowane i mogą tu i ówdzie wprowadzić lekkie zamieszanie 🙂 Ale jak to powiedział Michał – czasami lubię wsadzić patyczek w mrowisko. Tak żeby rozruszać towarzystwo co docelowo ma doprowadzić do odświeżenia atmosfery 🙂

Powinniśmy pamiętać jednak o jednym – celem nadrzędnym przy wyłanianiu reprezentacji kraju, powinno być wyłonienie takiej grupy zawodników, którzy oprócz tego ze będą godnie nas reprezentować, również podołają temu zadaniu. A już wiemy, że nie jest to takie proste i jednoznaczne. I to nie dotyczy tylko naszej małej grupki wariatów czekających na wiatr.

pozdrawiam
Wasz ulubiony pilocik

Przypis….

Myślałem, że to jest oczywiste, ale widać trzeba to napisać jawnie. Według mnie dobry trener to taka osoba, która aktywnie uczestniczy w życiu społeczności sportowej, ma dar analizy tego co się dzieje na zawodach/treningach, ma stosowną wiedze w danej dziedzinie i jest obiektywna, czyli tłumacząc na Polski, we wszystkich wyborach kieruje się aktualną wiedzą ignorując wszelkie układy czy powiązania koleżeńskie.

  12 komentarzy do “Mistrzostwa Świata F3F, a sprawa polska”

  1. Jeżeli „kij jest już w mrowisku”, to nim troszeczkę pokręcę.
    Twoja interpretacja pojęcia dobrego trenera jest mocno ograniczona i dotyczy jedynie merytorycznej strony tego zagadnienia. Zespół, to organizm, który funkcjonuje na troszeczkę innych zasadach niż „tabelki”. Dobry trener zdaje sobie z tego sprawę i w dodatku jeżeli ma wiedzę na temat danej dyscypliny, to można powiedzieć, że jest w stanie stworzyć dobrą drużynę. A tak Twój „dobry trener” niedługo zostanie sam na placu boju, biorąc pod uwagę oczywiście liczbę zawodników w Polsce, którzy wykazują jakieś zainteresowanie tą dyscypliną. Przydomowych lataczy zboczowych mamy w Polsce sporo, ale chcących uprawiać zawodniczo F3F jest za mało żeby …

    Pozdrawiam wszystkich sympatyków F3F

    • Czyli jakie wnioski i sugestie? Zostajemy przy tym co jest? Przecież w tym co proponuje nie ma nic nadzwyczajnego. Trzy gotowe do lotu modele i zdrowe reguły przygotowania do ważnych zawodów.
      Od czasu jak zacząłem latać, ja nie zauważam spadku liczby osób zainteresowanych F3F. Zauważam tylko rotację. Mniej ludzi zaczyna latać w jednym miejscu, więcej pojawia się w drugiej, trzeciej czy czwartej. Na horyzoncie pojawiają się nowe osoby, które może uda się zarazić.

  2. Mi tam wszystko pasuje. Generalnie nie traktuje tej całej zabawy całkiem serio. Raczej staram sie traktowac to jako dobra zabawe w sympatycznym gronie. Nie widze sensu drązenia tematu.

  3. Tak sobie to przeczytałem i stawiajac takie warunki dla zawodników nie sadze, że wybierzesz zadawalajaca Cie ekipe.

    Raczej cieszyłbym sie, że ktokolwiek chciał jechać i udzwignal finansowo+ czasowo wyjazd na impreze.

    Inni wola wydac te pieniadze na urlop z rodzina. Czy to zle ?

    Aktywnie latajacych i gotowych tłuc sie kilka tys km na zagraniczna impreze policze w PL na palcach jednej reki.
    To z kogo chcesz wybierac ?

    • Czyli byle by było … byle jak? Mi to nie bardzo pasuje. I prosze napisz co jest tak kontrowersyjnego w tych propozycjach?
      A ja Ci powiem ze jest z kogo wybierać 🙂 palce jednej ręki wystarczą do wyboru DOBREJ reprezentacji.
      A co gdyby MŚ byłyby w Polsce?

      • Gdyby babcia miała wąsy, to byłby dziadek. Tyle co do gdybania.
        Wracajac do tematu. Ty masz swoje typy, tylko czy oni beda chetni do wyjazdów.

        Teraz zostaje Ci działac, aby zmienic choc czesciowo zasady wyboru reprezentacji.

        Być może bedzie inaczej ?! Tylko, czy lepiej ?

    • No ale proszę napisz co Ci w moich pomysłach nie odpowiada? Ja jestem otwarty na uwagi
      I uważaj na wąsy…

Przepraszamy, zamieszczanie komentarzy jest niemożliwe.